Koncerty.xx.pl - Jedyny taki portal koncertowy !!! Relacje, FOTOrelacje, wywiady, promo, imprezy, koncerty w Łodzi. Kluby: Dekompresja, Wytwórnia, Stereo Krogs, Metro, Atmosfera, Badgad Cafe, Luka, Lumubowo, Szafa, Antrakt, DOM, Bukowina, Event Horizon Łódź, Jarmark Łódzki, Zapiecek, Jazzga, Łódź Kaliska, Irish Pub, Iron Horse, Keja Pub, Gniazdo Piratów.

Jestem tylko grajkiem – wywiad ze Spiętym

Reklama






Spięty wcale nie jest taki spięty. Tuż po świetnym występie w Łodzi z chęcią odpowiedział na kilka pytań dotyczących starych płyt, nowej płyty, życia i śmierci. Album zatytułowany „Dzieciom” ma ukazać się1 marca 2015 r. O tym, jak zespół czuje się z nowym materiałem i skąd w nich tak ogromna energia dowiedziałam się z rozmowy z nieustannie uśmiechniętym wokalistą Lao Che.

 

Martyna: Wasz koncert był genialny! Skąd w Was tyle energii? Oglądając was nie da się ustać w miejscu!

Spięty: Wiesz, gdyby nie było takiej energii w sali prób, na koncertach czy przy nagrywaniu płyt, pewnie byśmy się rozpadli, bo to nie miałoby sensu. Publiczności nie da się oszukać, to widać jak dłoni, czy zespół czuje się ze sobą dobrze, czy nie. Dzisiaj zagraliśmy trudny koncert, były trudne warunki brzmieniowe, mimo, że sala jest ładna i, wydawało się, wdzięczna. Było trochę walki z dźwiękiem, w takiej sytuacji zespół trochę się wycofuje. To nie był super-energetyczny koncert, jaki z reguły gramy, szczególnie ostatnio mamy taką zwyżkę. Mam nadzieję, że jakoś wypadliśmy (z uśmiechem).

M: Myślę, że nie tylko mnie zabrakło „Idzie wiatr” na sam koniec.

Spięty: W takiej sali faktycznie mogłoby się to dobrze sprawdzić, bo to subtelny, delikatny kawałek. Jednak mamy w sobie jeszcze taki pazur, żeby zagrać tak bardziej punkowo i przyładować ostrzej.

M: Wróćmy na chwilę do płyty „Soundtrack”. Poprzednie albumy wydają się być  inspirowane polską kulturą i charakterystycznymi dla niej tradycjami. „Soundtrack” jest zdecydowanie bardziej orientalny. W „Zombie” przywołujesz Krisznę i Buddę, w „Govindam” wychwalasz hinduskiego boga. Skąd u ciebie zainteresowanie wschodnią kulturą?

Spięty: Denat interesuje się ruchem Kriszna, dużo czyta, więc trochę tym przesiąknąłem. Wiesz, to jest taka uniwersalna dobra energia, o jednostce, która jest we wszechświecie i szuka swojego miejsca. W każdej religii widać zmaganie się z bytem. Na płycie „Soundtrack” jest to bardziej uniwersalne, „Gospel” to oczywiście historie związane z religią chrześcijańską, katolicyzmem.

M: Wierzysz w karmę?

Spięty: Wierzę.

M: Doświadczyłeś jej na własnej skórze?

Spięty: Myślę, że tak, że gdybym jej nie doświadczył, to pewnie bym się w tym nie zakochał, nie przystanąłbym nad tym. A przystanąłem i myślę, że absolutnie jest coś takiego, wszystko jest energią i jeżeli wyrzuca się z siebie dobrą energię, to ta energia może wrócić, oczywiście jeśli ona jest szczera. Na pewno nie chodzi o  coś na zasadzie handlu, chodzi o próbę wyzbycia się takiej małostkowości i jeśli uda się to odrzucić, to wtedy wszystko zaczyna kwitnąć, ożywać, przyszłość staje się taka świetlana. Pewnie, przychodzą jakieś problemy, cierpienia, ale one wtedy mniej dotykają. Najważniejsze, żeby się na to otworzyć i po prostu się nie bać. Musiałaby się tu wywiązać dłuższa dyskusja na ten temat, w co się wierzy i jak się widzi świat, jak rozumie i przede wszystkim czuje. Bo tu nie chodzi o rozumienie i widzenie świata, to jest poza rozumem, poza zmysłami.

M: Pozostając w temacie tekstów – czy „Życie jest jak tramwaj” i śmierć na szynach była inspirowane powieścią „Mistrz i Małgorzata”?

Spięty: Ludzie się tego doszukują, jeśli chodzi o literaturę, a wiadomo, że w naszym przypadku ta literatura zawsze była i będzie obecna, i sposób odebrania życia przez tramwaj, który ucina głowę… No tak, jednak nie myślałem o Bułhakowie pisząc ten tekst, ale to się jakoś zbiegło. Jednak życie i potem jego brak to jest temat bardzo przeze mnie lubiany.

M: Czy to jest ten sam tramwaj, którym jechałeś na wojnę na płycie „Powstanie Warszawskie”?

Spięty: Tak, mógł być to ten sam (z uśmiechem).

M: Nie uniknę pytania o twój solowy projekt. Niedługo zagrasz kilka koncertów w ramach trasy FOLK OFF!. Możemy zatem liczyć na kolejną płytę?

Spięty: Robię rzeczy, ale ciągle nie mam czasu, dzieci mi rosną… Lao Che jest zespołem wymagającym, ciągle gramy trasy, nagrywamy albumy, jesteśmy bardzo aktywni. Nie jestem też takim twórcą dobrze zorganizowanym, żeby komponować, wciąż coś pisać. Muszę trochę pożyć i dopiero wtedy zadaję sobie pytania i dopiero wtedy coś komponuję z zespołem i piszę, przede wszystkim piszę. Więc jeżeli nie mam czasu, żeby sobie pożyć, to wtedy niestety nie ma owoców. Od lat myślę o kolejnej płycie, ale ciągle nie mam na to wolnej chwili. A u mnie jest tak, że muzykowanie i pisanie wiąże się z tym, że potrzebuję momentów, w których za tym zatęsknię, że nie robię nic i chciałbym coś napisać, skomponować. Nie jestem takim muzykiem, czasem w ogóle mało się czuję muzykiem, nie jestem wykształconym muzykiem, jestem tylko grajkiem i dopiero jak zacznie mi tego brakować, to daje to najlepsze efekty. Nie będę muzykiem płodnym, który wydaje kilka płyt rocznie, pisze teksty do szuflady. Znaczy – nie wiem, czy nie będę, nigdy nic nie wiadomo. Natomiast na pewno nie jestem takim gościem na dzień dzisiejszy, więc to się po prostu musi wydarzyć, trochę się temu poddaję.

M: Wiem, że producentem waszej płyty będzie Emade (członek grupy hip-hopowej Tworzywo, zespołu Kim Nowak i producent muzyczny – przyp. red.). Czy nie myśleliście o nawiązaniu współpracy z nim i jego bratem, Fiszem?

Spięty: Album właściwie jest już gotowy, wydajemy go za 3 miesiące. Hmm, nie wiem. Na razie zwróciliśmy się do Emadego, żeby nagrał nam album, bo płyta w brzmieniu jest klasyczna, a on, mimo takiego pochodzenia hip-hopowego jest dobrym perkusistą, uwielbia perkusję a to właściwie najtrudniejszy instrument, żeby odpowiednio zdjąć go w studiu. Emade lubi klasyczne podejście do perkusji, która brzmi brudno, potężnie. I to nam się przy okazji tej płyty ładnie ułożyło. Powiedzieliśmy, że mamy taki materiał, który dobrze by było, żeby Emade mógł zdjąć. On się zgodził, nagrywaliśmy to teraz w październiku i płyta jest właściwie zamknięta, parę rzeczy trzeba dograć, ale to są takie niuanse, natomiast cały kształt płyty i pomysł jest nasz autorski i już jest gotowy, a Emade fajnie go zdjął, jako taki umiejętny producent, realizator.

M: U was w zespole do tej pory panowała demokracja. Jeżeli chodzi o teksty, zawsze miałeś wolną rękę, jednak cały kształt i forma była przedyskutowywana. Tym razem w wywiadach mówiłeś, że chcecie zrobić płytę spontanicznie. Udało się?

Spięty: Spontanicznie zdecydowanie tak, natomiast miałem wcześniej pewien pomysł, żeby płyta miała jakiś taki swój charakter, temat. Ludzie pewnie będą nazywać to albumem konceptualnym, mnie to nazewnictwo już trochę zmęczyło. Chodzi o to, żeby płyta miała jakiś pierwiastek wspólny, bo lubię, jak temat jest poważny, rozległy, kiedy jedna piosenka to za mało, wtedy zamykam go w całym albumie.

M: To będzie album dla twoich córek?

Spięty: Tytuł płyty to „Dzieciom”, a ponieważ moje dzieci to dwie córki, to dużo jest skierowania właśnie do nich. Generalnie, fajnie, bo jesteśmy teraz u przednówka nowej płyty, wydajemy ją za 3 miesiące, to jest bardzo krótki okres czasu. A wciąż jesteśmy w dobrej formie, mimo, że to nie był nasz najlepszy koncert, czasem tak się dzieje, że ta energia siada, nie wiadomo czemu. Ale mamy, podkreślam, fajną zwyżkę, wydaje mi się, że album jest fajny, jest inny, niewysilony, nie jest przekombinowany, cieszę się, że on zaraz będzie. Mimo wszystko te ostatnie koncerty, które gramy jako zespół, który nie ma świeżej płyty są dobre, dobrze się dzieje.

M: Graniu nowego materiału na koncertach towarzyszy większa ekscytacja czy może strach?

Spięty: To jest tak, że czymś innym jest grać piosenki w sali prób, nagrywać je, ale scena to wszystko weryfikuje. Tam jest adrenalina, spontaniczność, dużo rzeczy się zmienia, to jest zupełnie inny poligon, a właściwie to już operacja wojskowa.

M: Macie jakieś obawy co to tego, jak płyta zostanie przyjęta?

Spięty: Właściwie to nie. Zastanawiam się oczywiście, bo nie byłbym człowiekiem, gdybym tego nie robił. W końcu żyjemy z tego, to wiąże się z pieniądzem i trudno uwolnić się od tego, powiedzieć „mam to gdzieś”. Ale to nie jest tak, że nam to spędza sen z powiek. To jest fajny, inny album, który skomponowaliśmy właściwie w dwa tygodnie, będąc na naszym zgrupowaniu w styczniu w tym roku. Potem na przestrzeni miesięcy pisałem teksty. Nie lubię reklamować swojej muzyki i mówić dokoła „słuchajcie, będzie fajnie”. Może większość tego nie chwyci albo przejdzie to z mniejszym echem, niż bym chciał. Chyba nie o to chodzi. Najważniejsze, czy zespół się z tym dobrze czuje, a my czujemy się z tym świetnie. Publiczność to zweryfikuje. Natomiast zespół rzuci rękawice.

M: Zobaczymy, czy publiczność je podejmie. Dziękuję Ci za rozmowę i do zobaczenia!

Spięty: Dzięki, oby do zobaczenia!

Podoba Ci się ten artykuł ?? Podziel się!

Odpowiedz

*

Facebook Auto Publish Powered By : XYZScripts.com